W pierwszych dniach oblężenia dla mieszkańców Warszawy najgorsze były niemieckie bombardowania. Zrzucane z samolotów bomby nie wybierały swoich ofiar. Zabijały ludzi i niszczyły bezlitośnie wszystko - zabytki, domy, fabryki, teatry, muzea. O jednym z nalotów opowiada wiersz Antoniego Słonimskiego "Alarm". Każdy nalot, także i ten opisany w wierszu, rozpoczynał się ostrzegawczym wyciem syren. Ten złowieszczy dźwięk powodował strach i panikę wśród mieszkańców miasta. Ludzie nerwowo odrywali się od swoich zajęć i szukali bezpiecznego schronienia na czas bombardowania. Potem z jęku syren wyłaniał się cichy warkot silników nadlatujących samolotów. Potęgował on grozę, ponieważ zapowiadał zbliżające się niebezpieczeństwo. Wreszcie narastający pomruk maszyn pękał serią zrzuconych bomb. Poczucie zagrożenia sięgało wówczas zenitu. Mieszkańcy miasta, w tym także i podmiot liryczny, ze skupieniem wsłuchiwali się w odgłosy wybuchów. Te cichsze, to gdzieś dalej, pewnie na Pradze. Lecz odgłosy bomb stają się coraz bliższe, pociski padają tuż, tuż. Ktoś przeraźliwie krzyknął i nagle zapadła straszliwa cisza. Wkrótce głos z megafonów odwołuje lotniczy alarm. Niebezpieczeństwo minęło.
Jednak podmiot liryczny jest zdania, że tego alarmu nie można odwołać. On musi trwać. Ten alarm ma pobudzać Polskę i Polaków do walki z faszystowskim najeźdźcą. W ten sposób nadaje Słonimski oblężeniu Warszawy szczególny, symboliczny charakter. Mimo że nie lecą już bomby, niebezpieczeństwo wciąż trwa. Podmiot liryczny, nawet przebywając w Paryżu, z dala od zniszczonej Warszawy, wciąż słyszy w głowie szum nocnych nalotów. Lecz to nie lecą bombowce. To w wyobraźni poety płyną obrazy zburzonej Warszawy. Choć stolica została obrócona w gruzy, to przecież jest pełna sławy. Zniszczona, lecz nie pokonana. W takim rozumieniu Warszawa urasta prawie do rangi Jasnej Góry, której szczęśliwa obrona stała się symbolem polskiej niezłomności. Polak przebywający w Paryżu, który poddał się bez walki, może być dumny ze swej Warszawy. Jednak jest to bolesna duma, bo każdy zburzony dom spada kamieniem na serce podmiotu lirycznego. Dlatego alarm dla miasta Warszawy musi trwać.